czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 1

Słoneczne promienie, przebijające się przez ciemne zasłony, obudziły młodą fioletowowłosą nastolatkę. Był wczesny poranek, dziewczyna patrząc na zegarek stojący na szafce, opadła ciężko z powrotem na łóżko. Chciała dalej iść spać, więc ułożyła się tyłem do okna i zamknęła oczy. Jednak zasnąć nie umiała. Ze zrezygnowaniem wstała oraz odsłoniła okno, po czym ponownie usiadła na posłaniu, przykryła nogi, a plecy oparła o ścianę. I zaczęła rozmyślać o tym, co powiedziała jej wczorajszego wieczoru ciocia. Na tych rozmyślaniach minęło jej sporo czasu i w końcu trzeba było się naszykować. Michiko spojrzała na zegar i uśmiechnęła się. Dopiero ósma, czyli ma jeszcze dużo czasu. Podeszła do torby i wygrzebała jako tako, w miarę wyglądające ciuchy. Weszła do łazienki, która znajdowała się zaraz obok jej pokoju. Wyszła z pomieszczenia po dziesięciu minutach. Była ubrana w czarne rurki i zieloną bluzę. Nie malowała się, bo po co? Nie widzi w tym nic potrzebnego, jedynie zniszczyłaby sobie cerę. Jedyne, co zrobiła, to przejechała pomadką po ustach. Postanowiła zejść w końcu na dół. Już na schodach powitał ją słodki zapach naleśników.
- Hmm... Pycha - pomyślała wchodząc do kuchni. - Dzień dobry ciociu - przywitała ciocię z uśmiechem.
- Dzień dobry. Siadaj - poleciła dziewczynie, wskazując na stolik, na którym leżał już talerzyk z jedzeniem.
- Nie musiałaś mi robić śniadania, sama bym sobie zrobiła. Mogła ciocia sobie dłużej pospać - odpowiedziała, grzecznie siadając na miejscu.
- Raz mogłam zrobić wyjątek, po za tym chciała Ci zrobić niespodziankę, tak na przywitanie. A przecież i tak nie będziemy się za często widywać.
- A tam. Są wakacje, różne święta, no i te nieszczęsne soboty.
- Oj tam. Teraz jedz, a potem zawiozę Cię do szkoły.
- Dziękuję.
Mikoto wyszła, a fioletowowłosa zaczęła powoli jeść śniadanie. Nigdzie jej się nie spieszyło. Po zjedzeniu posiłku wzięła naczynia i pozmywała. Szybko wróciła do pokoju po plecak i mp4. Zbiegła po schodach na dół, do przedsionka, gdzie ubrała swoje trampki. Wyszła na dwór i skierowała się do auta, w którym czekała na nią czarnowłosa kobieta. Otwarła drzwi i wsiadła. Od razu po zamknięciu drzwi Mikoto ruszyła.
- Dzwoniłam do Itachi'ego i oznajmiłam mu, żeby zaczekał na Ciebie przed budynkiem, abyś nie musiała go szukać - powiedziała patrząc kątem oka na córkę.
- Ok - skierowała uśmiech w stronę cioci.
Na parking zajechały w ciszy, podczas której nastolatka oglądała okolicę. Musiała przyznać, że jest tutaj tłoczno i głośno. Nie przepadała za hałasem. Auto stanęło na jakimś parkingu.
- Do szkoły masz jakiś kawałek. ale skręcasz tutaj w prawo i idziesz cały czas prosto. Po lewej dostrzeżesz żółto-zielony budynek, przejdziesz przez pasy i już jesteś. Ja mam coś tutaj do załatwienia.
- Spoko - już otwierała drzwi, gdy powstrzymał ją głos Mikoto.
- Zaczekaj, jeszcze chwilę - powiedziała, po czym zaczęła grzebać w torebce. - Proszę, To dla ciebie. Musisz sobie coś kupić, bo jak widziałam masz mało ciuchów. - Wyciągnęła rękę z kartą w stronę siedemnastolatki.
- Nie mogę tego przyjąć. - Odsunęła rękę cioci od siebie.
- Ale ja się nie pytam czy możesz, czy nie. Bierzesz to i koniec. Dobrze wiesz, że mi wolno na to, mamy pieniędzy aż nadto. To nie jest problem dla nas.
- No tak, ale... - nie dokończyła, ponieważ jej przerwano.
- Powiedziałam, że nie przyjmuję odnowy.
- No ok - powiedziała z wahaniem, krzywiąc usta. - Dziękuję i do widzenia. - Pocałowała ciocię w policzek i wyszła z samochodu.
- Do widzenia - rzekła na odchodne i odjechała.
Michiko wyciągnęła z torby mp4 i włączyła muzykę. Poszła w stronę szkoły. Gdy doszła pod szkołę, było za dziesięć dziewiąta, a przed drzwiami nikogo nie zauważyła. Usiadła na ławce niedaleko i czekała. Minęło 5 minut i fioletowowłosa zniecierpliwiła się. Nigdy nie należała do osób cierpliwych. Weszła do szkoły i zaczepiła pierwszą lepszą osobę. Popukała nieznajomą po ramieniu i po chwili mogła ujrzeć twarz nieznajomej. Musiała przyznać, że była dość ładna. Niebieskie włosy oraz tego samego koloru oczy.
- Wiesz może, gdzie mogę znaleźć Itachi'ego Uchihę? - zapytała z wyraźną złością na twarzy.
- Jasne. - Było widać na jej twarzy zaciekawienie, ale zrezygnowała, gdy zauważyła zniecierpliwienie u Michiko. - Chodź za mną.
Ayumi ruszyła w stronę schodów, zaraz za nią powędrowała zielonooka. Niebieskowłosa podeszła do grupki chłopaków, wskazując ręką na poszukiwanego. Wkurzona dziewczyna zaszła Itachi'ego od tyłu, przyłożyła usta do jego ucha i wysyczała:
- Nie zapomniałeś czasem o czymś?
Uchiha popatrzył na zaciekawione twarze znajomych i walnął się w czoło.
- O kurwa, zapomniałem. - Odwrócił się w stronę kuzynki.
- Oczywiście, że zapomniałeś. Po po co o mnie pamiętać, ważniejsi są koledzy - warknęła wkurzona.
- Pierwsze wrażenie poszło się jebać - skrzywił się.
- Zaraz ja cię jebnę. Zaprowadź mnie do tego cholernego sekretariatu. - Powoli zaczęła się uspokajać.
- Spoko.
- Mhm... Tak w ogóle - zmrużyła oczy, przyglądając się Itachi'emu. - Na zdjęciu wydawałeś się ładniejszy.
- Nie przesadzaj, Mała - spiorunował dziewczynę wzrokiem.
- Dobra, dobra. Chodźmy już, bo pewnie i tak będę miała duże spóźnienie. - Razem z Itachi'm skierowała się na dół.
- Oj tam, najwyżej zwalisz na mnie.
- O to nie musisz się martwić, na pewno zwalę na Ciebie i twojego brata. Chcę widzieć jego minę - potarła rękoma o siebie, a na twarzy widniał szatański uśmiech.
- Tsa...
- Wiesz może, z kim będę miała pokój?
- No jasne. Są to dwie dziewczyny...
- No raczej nie chłopcy.
Itachi spiorunował Michiko wzrokiem. - Nie przerywaj mi. Pierwsza to blondynka, zawsze ma spięte włosy w dwa kucyki, a na każdym policzku ma po trzy paski. Nazywa się Naruko Uzumaki. Druga natomiast ma granatowe włosy, zawsze rozpuszczone i białe oczy. Nazywa się Hinata Hyuga. Obie są spoko.
Podczas gdy brunet mówił, jego kuzynka rozglądała się na około, a widząc nienawistne spojrzenia skierowane w jej stronę, nachyliła się nad uchem chłopaka i szeptem spytała:
- Dlaczego te dziewczyny się tak na mnie wrogo patrzą?
- Nie przejmuj się nimi.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
- Za niedługo sama się dowiesz.
- To żeś mi powiedział - burknęła odwracając twarz w przeciwnym kierunku.
Doszliśmy pod sekretariat, w tym samym czasie zadzwonił dzwonek.
- Widać, nie tylko ja się spóźnię - odwróciła się z szatańskim uśmiechem do kuzyna.
- Uwierz, nie będę miał spóźnienia.
- Tak, tak. Idź już lepiej.
Dziewczyna weszła do sekretariatu na rozmowę, wyszła z niego po 20 minutach.

3 komentarze: